naglowek

 

2018-11-13     Arkadii, Krystyna, Stanisławy    
Strona główna -> Dawne dzieje

Łowiectwo - trochę historii

   Według Wiesława Krawczyńskiego „Łowiectwo". Historia łowiectwa sięga najodleglejszych czasów,
-jeszcze ery człowieka pierwotnego. Człowiek ten wiedziony instynktem samozachowawczym uprawiał łowiectwo w walce o byt z otaczającą go przyrodą (zdobywał mięso na pożywienie, skóry na odzież itp.) – polował również w celu usunięcia niebezpieczeństwa, jakie mu groziło ze strony dzikich zwierząt, bądź uzyskania przestrzeni życiowej..
  Najpierw walczył sam pięścią, kamieniem, maczugą z drewna, prymitywnym oszczepem, łukiem i toporkiem. Później czynił to w towarzystwie oswojonego zwierza, jakim był pies, jeszcze później działał w gromadzie współtowarzyszy, z czego wyłoniły się obławy poszczególnych plemion pod kierunkiem obranego wodza najsilniejszego w najmężniejszego
z pośród wszystkich. 
Takim był słynny swego czasu do dziś wspomniany Nemrod.
   Tego rodzaju działalność można uważać za początek pierwotnego uspołecznienia w życiu narodów. I tak przez długie wieki trwała epoka, w której łowiectwo było pierwszym a zarazem najważniejszym zatrudnieniem ludzi; przyczyniło się do pierwszego zawiązku towarzyskiego życia społecznego i jego zasad. Dało pierwszą zachętę do uprawy roli, gdy połączonym, a rozrastającym się plemionom nie wystarczało już żywności z łowiectwa, wtedy słabi hartem
i siłą fizyczną zajmowali się uprawą ziemiopłodów, zaś wytrwalsi i silniejsi zajmowali się łowiectwem. Było ono zatem kamieniem węgielnym w rozwoju cywilizacji.
   Dzisiaj także niektóre ludy Ameryki, Afryki i Rosji azjatyckiej, utrzymują się wyłącznie z łowiectwa, natomiast u ludów cywilizowanych, sposób wychowania, a zwłaszcza sposób całego życia, przytłumił w wysokim stopniu tę, że tak powiem żyłkę myśliwską, wrodzoną naszym przodkom i silnie u nas zakorzenioną.
   Były czasy – zwłaszcza w wiekach średnich, że łowy stanowiły ważne pole do popisów, że siłą, zgrabnością i zręcznością w walce z dzikim zwierzem, można było zyskać sławę pośród całego narodu i znaczne łaski u panujących.
   Każdy szanujący się młodzieniec znakomitego rodu, uważał naukę łowiecką, za równie ważną, jak znajomość sztuki rycerskiej, albo heraldyki, monarchowie zaś nadawali zasłużonym mężom stanu, osobne prawa łowów, na odstępowanych im posiadłościach, w dowód szczególnej łaski albo wyróżnienia.
  Podobnie działo się też w dawnej Polsce. Przodkowie nasi hołdowali łowiectwu ze szczególnym pietyzmem, z wrodzonym zapałem, werwą
i zamiłowaniem. Wypływało to z samego ukształtowania się stosunków
i przejawów życia. Gospodarstwem zajmowali się przeważnie czynszownicy, zajęcia publiczne ujawniały się czynnym, ochoczym udziałem w wojnie lub zjazdach wiecowo – sejmikowych. Gdy zaś do zajęć tych brakowało już podstawy, usposobienie na wskroś rycerskie szukało upustu w fizycznej ekspansji i w trudach na tle dzikiej kniei, w borykaniu się ze zwierzem.
A zwierza miały ongi Ziemie Polski w brud.
  I nie dziwno. Olbrzymie zwarte przestrzenie leśne, nieprzebyte puszcze, których głuszy setkami lat nie zmącił odgłos siekiery ani zdradziecki zgrzyt piły, położenie dla zwierzyny bardzo korzystne, zmieniające często konfigurację, bo niebotyczne góry przeplatane dolinami i bujnym poroście traw, tu debry, jary
i parowy, tam skały i stoki, tu teren falisty, tam równinny jak daleko okiem sięgnąć, wreszcie całą plejada jezior, bagien i trzęsawisk – to idealne stosunki dla ostoi każdego rodzaju zwierzyny według jej potrzeb i upodobania.
 Jak bardzo obfitowała ongi Polska na zwierzęta, niech świadczą przytoczone urywki z pracy W.Spausty: na pamiętnym a świetnym zjeździe w Łucku w 1449r – a więc 570 lat /prawie/ temu – gdzie książę Litwy – Witold – ofiarować miał cesarzowi niemieckiemu róg owego zwierza, którego ongi Gedymin ubił na górze Swentoroga, musiała zaimponować obcym przybyszom moc zwierzyny, jaką codziennie dostarczano na przyjęcie dostojników i niezliczonej świty dworaków:po 100 żubrów, po 100 łosi i 10 dzików. Z tego widać jak znaczną ilość zwierza dawały ówczesne knieje, a w szczególności jaka moc żubrów musiała zamieszkiwać podówczas jeszcze puszcze.
 Drugi przykład: „Na ślubie Felicjana Potockiego z córką Jerzego Lubomirskiego w roku 1681 / a więc 317 lat temu A.J./ zużyto na ucztę, którą przygotowało: 75 kucharzy, 6 pasztetników, 4 cukierników, następującą dziczyznę: jeleni 24 szt. jarząbków par 1.000, danieli 30 szt. kuropatw par 1.000, zajęcy 300 szt. ptaszków różnych 3.000, kóz dzikich 10 szt. gęsi dzikich szt. 100, sarn 45 szt. kaczek dzikich szt. 500,dzików 4 szt. cyranek szt. 300,dropi szt. 12. Oto cyfry, które mówią o obfitości zwierzyny i ptactwa w Polsce.
  Wielu badaczy i autorów traktujących o bytowaniu naszych praojców przedstawia myślistwo jako konieczny, często niebezpieczny obowiązek ludzi zwłaszcza męskiego rodzaju. U nas trwał on rdzennie, jako element narodowy, tak ze względów żywnościowych, jak zdrowotnych, zarówno dla korzyści jak
i ciała.
   Życie łowieckie przechodziło u nas dziwne koleje i różne fazy. Jedne z nich świadczą, że stanowiły nieprzepartą namiętność u poszczególnych osobników, były powodem ucisku, ograniczeń, nawet tragicznych krzywd, inne dowodzą wysokiej umysłowości władców, którzy rozumieli niesprawiedliwość losu sfer słabszych i potrafili go ułagodzić, a nadużycia skrócić.
 Z literatury historycznej wiemy, że niektórzy nasi królowie, byli zapalczywymi myśliwymi. Jerzy Ejsmond w broszurze „Wielkie Łowy Królów Polskich”
– przytacza: Bolesław Krzywousty, który napadnięty w czasie łowów w puszczach Uzadomskich przez przeważające siły Pomorzan, nie uląkł się ich chociaż miał przy sobie tylko „pięciu orężników”, a gdy ubito pod nim konia bronił się „pieszo wręcz”. Nareszcie przyszła pomoc i pomorzanie pierzchnęli.
   Kazimierz Wielki nie słuchając przestrogi nabożnych ludzi, którzy odradzali mu wyjeżdżać na łowy w dniu narodzenia Najświętszej Marii Panny, spadł następnego dnia z konia w pogoni za jeleniem, zranił się poważnie w goleń,
z czego wywiązała się choroba, a następstwem jej była śmierć w dwa miesiące później.Stefan Batory namiętnie polując przez całe życie, na łowach pod Grodnem przeziębił się i zmarł. Elegia na jego śmierć głosi:
- W świątyni był więcej niż kapłanem,
- W Rzeczypospolitej więcej niż królem,
- W poskramianiu dzikich zwierząt – więcej niż lwem.
 Władysław Jagiełło załatwiał najważniejsze sprawy państwowe, rozstrzygające nieraz losy Europy, w namiocie łowieckim, w dziewiczych ostępach puszczy, przy myśliwskim ognisku. Na łowach w mroku puszcz Grodzieńskich, Mereckich, Węgierskich, Rudnickich, Niepołomickich, w Medyce, Rodatyczach i Białowieży, z narad Jagiełły i Witolda, zrodziły się początki wiekopomnej Unii Lubelskiej. Także inni monarchowie oddawali się pasji myśliwskiej.
  Myślistwo dawało korzyści dla ducha i ciała. Dla ucha niezapomniane przeżycie na łonie natury, dla ciała pokarm i przyodziewek, a niektóre produkty zwierzęce były stosowane jako leki, stosowane w różnych schorzeniach, bądź przynoszące ulgę w cierpieniach. I tak:
1. „Strój bobrowy” to jest brunatna substancja z gruczołów około odbytowych
– był dobrze płatnym środkiem farmaceutycznym. Pomagał niemal na wszystko. Na ból głowy, padaczkę, choroby uszu, wątroby, żołądka na kolkę, histerię,
a nawet idiotyzm.
2. Sadło niedźwiedzie – było balsamem do gojenia ran.
3. Sadło borsucze – stosowano przeciw kaszlowi.
4. Swąd opalonych piór kuropatwy – czynił ulgę w bólach ciężarnych.
5. Jaja kuropatwie na surowo – niewiastom niepłodnym, pomagały do uzyskania potomstwa.
6. Łajno żubra było jadowite, szczwany żubr rzuca je w oczy psom, od którego psy ślepły.
7. Żółć niedźwiedzia jest pomocna na paraliż.
8. Wyłupione oczy niedźwiedzia i przewieszone na lewym ramieniu, uśmierzały febrę.
9. Sadło niedźwiedzia goi puchliny, spędza łupież z głowy, a mózg jego zadany człowiekowi wprawia go w szaleństwo.
10. Ogon wilka zakopany przy oborze, zabezpiecza to miejsce od napaści tych zwierząt.
11. Zęby dzikie na proch spalone, używane z makiem polnym, są pomocne na kolki i parcie w bokach.
12. Mocz dzika z dodatkiem wódki i pietruszki, kruszy kamienie nerkowe w człowieku.
13. Łajno lisa ususzone na proszek utarte z octem i rozrobione – spędza i goi brodawki na ludzkim ciele.
14. Skrom zajęczy / tłuszcz około nerkowy / przyspieszał dojrzewanie owrzodzeń i czyraków, powodując ich szybkie gojenie.
Co do skuteczności tych leków, nie chcę się wypowiadać, ale wiara czyni cuda, więc ci co leki te z wiarą przyjmowali, na pewno „ulgę psychiczną” odczuwali.
 
 

Odwiedzin :

Kreator IAP - (C)opyright by Interaktywna Polska